• Wpisów:14
  • Średnio co: 133 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 17:29
  • Licznik odwiedzin:2 988 / 2005 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
1. Wieczorem szłam chodnikiem mając słuchawki w uszach. Przejście było jeszcze kawałek dalej, ale nie było samochodów, więc zeszłam na ulice. Nagle usłyszałam głos. Zdziwiło mnie to, bo miałam naprawdę głośno włączoną muzykę. Wyciągnęłam słuchawki i zaczęłam się rozglądać. Głos się powtórzył. Tym razem zrozumiałam "Alison, jesteś martwa...". Zaniepokoiło mnie to. Nagle błysło mi światło i poczułam straszny ból. Potrącił mnie samochód. Tysiące myśli napłynęło mi do głowy. Syknęłam "Dlaczego? O co chodzi?". Nic nie rozumiałam. Usłyszałam tylko odjeżdżający samochód i odpłynęłam.
***
Obudziłam się trochę obolała. Rozejrzałam się dookoła. Nie znałam tego pomieszczenia. Byłam zaniepokojona. Pokój był ogromny. Sufit był wysoko nade mną. Duży żyrandol wyglądający na bardzo drogi. Duże okno, z którego widziałam blask księżyca. ściany były ciemno szare. Szafki z ciemnego drewna. Wstałam z łóżka. Podeszłam do okna. Oglądałam księżyc. Lubiłam to robić.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. W pokoju pojawiła się dziewczyna. Miała fioletowe, gęste i długie włosy. Oczy miała duże i bardzo piękne, koloru czarnego. Wyglądała bardzo tajemniczo i była niesamowicie piękna. Uśmiechała się. Podeszła do mnie. Odsunęłam się trochę. Nie wiedziałam co zrobić. Bałam się jej. Pamiętałam wszystko jak przez mgłę. To kiedy potrącił mnie samochód, a później jak odjechał. Wtedy odpłynęłam. Później słyszałam czyjeś głosy. Więcej nic nie pamiętałam.
- Hej, jestem Lynnett.- przedstawiła mi się tajemnicza osoba
Nie odezwałam się. Byłam bardzo przerażona. Najchętniej zapadłabym się pod ziemie. Nic nie rozumiałam. Nie miałam odwagi aby się o cokolwiek pytać.
- Pewnie nic nie rozumiesz, ani nic nie pamiętasz?- zupełnie tak jakby czytała mi w myślach- Nie martw się dowiesz się wszystkiego o czasie. Na razie wystarczy Ci tyle, że jesteś daleko od domu, i że spałaś cały dzień. Jak się rozjaśni odwiozę Cię do domu.- wyszła.
Spojrzałam na telefon. Była 00:12. Nie było mnie w domu przez cały dzień. Miałam multum nieodebranych połączeń. Chciałam oddzwonić do mamy, ale nie miałam zasięgu. Dzwonił do mnie również chłopak. Dostałam od niego też SMS-a o treści "Kochanie, martwie się o Ciebie, oddzwoń". Nadal nic nie rozumiałam. Głowa mnie bolała od myślenia o tym wszystkim. Podeszłam bliżej okna. Widziałam, że byłam na jakimś wzgórzu. Widziałam, że byłam w miejscu, które wyglądało jak wielkie zamczysko. Widziałam również wielki i piękny ogród. Pełno kwiatów i drzew. Było również fontanna. Miałam ochotę wyjść na zewnątrz, ale nie byłam tego pewna. Usiadłam w wielkim fotelu w kącie pokoju. Miałam tysiące pytań, a tylko na trzy odpowiedź. Wstałam i podeszłam do drzwi. Wahając się otworzyłam drzwi i wyjrzałam. Widziałam długi korytarz i duże drzwi. Nikogo nie było. Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Nie wiedziałam, w którą stronę iść. Wybrałam prawą. Szłam powoli. Bałam się. Dotarłam do ogromnych schodów. Jedne prowadziły na górę, a drugie na dół. Zaczęłam schodzić po tych na dół. Zauważyłam ogromne drzwi. Pomyślałam, że to frontowe. Otworzyłam. Były to jakieś pomieszczenie. Znalazłam włącznik światła. Nacisnęłam. Nagle zrobiło się bardzo jasno. Od razu zauważyłam, że była to wielka biblioteka. Zawsze o takiej marzyłam. Tysiące ksiąg. Bardzo lubiłam czytać. Zamknęłam drzwi. Obeszłam półki z książkami. Wybrałam jedną pod tytułem "Nadprzyrodzeni". Nie wierzyłam w takie rzeczy, ale lubiłam je czytać. Usiadłam na wygodnej sofie i otworzyłam książkę.
Czytałam i czytałam. Wyciągnęłam telefon. Była 02:30. Wstałam i odłożyłam książkę na stolik. Chciałam ją doczytać, bo bardzo mi się spodobała. Postanowiłam wyjść na dwór. Wyszłam z wielkiego pomieszczenia. Nie wiedziałam gdzie iść. Postanowiłam znaleźć kolejne duże drzwi. Znalazłam i otworzyłam. Tym razem były to drzwi frontowe. Wyszłam na wielki ogród. Był bardzo piękny. Znalazłam ławkę. Ktoś na niej siedział. Przestraszyłam się. Jednak postanowiłam do niego podejść.

Był to chłopak. Wyglądał na trochę starszego ode mnie. Był bardzo przystojny. Ciemne włosy i mocno zielone, hipnotyzujące oczy. Spojrzał na mnie. Przeszyło mnie dziwne uczucie. Wydawało mi się, że skądś go znałam.
- Hej, mogę się dosiąść?- zaczęłam trochę przerażona
- Pewnie. Jesteś Alison prawda?- skąd on znał moje imię? Byłam coraz bardziej przerażona
- Przecież wiesz. Ale ja nic nie rozumiem. Dlaczego tu jestem?- łzy napłynęły mi do oczu
- Dowiesz się wszystkiego. Bądź cierpliwa. Tak w ogóle... jestem Darren- otarł mi łzy z policzka. Było to niespotykane imię, ale jednak wydawało mi się jakbym je kiedyś słyszała.


No więc zdecydowałam się już na dodanie pierwszego rozdziału. Następne będą najprawdopodobniej dopiero po wakacjach. Chce trochę napisać i to dlatego. Muszę powymyślać jakieś akcje itd. Tym razem mam nadzieje, że będę miała pomysły, i że opowiadanie będzie dłuższe Jak wam się podoba nowy wygląd bloga?
  • awatar Szalona Dziewica: świetny wpis, lepszy niz poprzednie opowiadanie, a wygląd matko kocham już go czekam na nexta :) powodzenia
  • awatar Gość: wygląd jest super i ten opowiadanie też mi sie strasznie podoba, ale mam czekać prawie miesiąc na następne? :c jak możesz? Nie tak na poważnie to Cię rozumiem czekam i będę czekać pisz dalej i oby Ci weny nie zabrakło. To opowiadanie wyszło jak na razie nie chce zapeszać rewelacyjnie, więcej opisów i akcji od początku intrygujesz. Powodzenia kochana <3
  • awatar ♛ ѕateenkaari ❤: Super, czekam na nexta :D.. Cudowny blog! ;). Zapraszam do mnie, też piszę ;p. Jak wpadniesz, to zostaw coś po sobie.. Pozdrawiam. ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
12. W nocy nie mogłam spać. Wstałam o 4, ubrałam sie i poszłam biegać. Myślałam o Louis'ie. Kiedy byłam koło niego zatrzymałam się. Stanęłam pod jego drzwiami i miałam zapukać. Wycofałam się jednak. I zaczęłam biec dalej. Biegłam jak najszybciej mogłam. Oddech mi przyśpieszał. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Zatrzymałam się i zaczęłam wyć. Nie rozumiałam mojego życia. Było strasznie zamotane. Myślałam, żeby znów się okaleczyć, ale nie zrobiłam tego. Otarłam łzy, uspokoiłam się i poszłam w stronę domu.
***
Spakowałam bagaże do taksówki i wszyscy do niej wsiedliśmy. Była ładna pogoda. Słońce świeciło mi na twarz. Byłam smutna. Opuszczałam to miejsce. Miałam tu wrócić, ale dopiero po długim czasie. Już tęskniłam za tym miastem i za przyjaciółmi.
Wysiedliśmy na lotnisku. Zaczęłam się żegnać z przyjaciółmi. Przytulali mnie mocno. Wiedzieliśmy, że to mogło być ostatni raz kiedy się widzieliśmy. Ja miałam skończyć z okaleczaniem się, ale oni nie. Oni nie potrafili. Nie mieli nikogo kto by ich wsparł. Mieli tylko siebie i dążyli do śmierci.
Angel była jakaś rozkojarzona. Rozglądała się. Wyglądała jakby na kogoś czekała. Nie była również smutna. Nie smuciło ją to, że wyjeżdżałam?
- Będę za wami tęsknić kochani.- powiedziałam
- My za tobą też.- powiedziała Mia
- Obiecajcie, że się jeszcze zobaczymy...- powiedziałam z błagalnął miną
- Wiesz, że nie możemy ci tego obiecać- powiedziała Mia
- Ja ci obiecuje.- powiedziała Angel, uśmiechając się
Wszyscy byli zdziwieni tym co powiedziała Angel. Mnie dziwiło to, że choć byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami i z nią dogadywałam się najlepiej, to nie smuciła sie, że wyjeżdżałam. Była uśmiechnięta, ale też i rozkojażona. Nie wiedziałam na kogo czekała. Nie rozumiałam nic. Zresztą jak zawsze. Świat był dla mnie niezrozumiały.
Wsiadłam do samolotu i pomachałam do przyjaciół. Myślałam o tym co będę robić u brata. Tam jest całkiem inaczej. Wszystko jest inne. Nie będę miała swoich przyjaciół. Będę musiała znaleźć nowych znajomych, poznać miasto itd.
Samolot ruszył. Spojrzałam jeszcze raz przez okno. Słońce mnie poraziło więc odróciłam wzrok. Zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Kogoś mi przypominał. Czy to był Tom? Chłopak, którego widywałam na lotnisku i w samolocie. Gdy się na mnie spojrzał zauważyłam, że to jednak nie był on.
Nagle samolot się zatrzymał. Wszyscy byli zdziwieni. Nie wiedzieliśmy co się działo. Przestraszyłam się troche. Do samolotu ktoś wszedł. To był Louis...
- Babi, kocham cię i zawsze będę. Angel wszystko mi wyjaśniła. Ja naprawdę cię kocham chce z tobą być. Nie wyjeżdżaj. Wprowadź się do mnie. Zależy mi na tobie.- mówił Louis
-A co z twoją dziewczyną?
- Wyjaśniłem jej. Zrozumiała. Tylko ciebie kocham. Wprowadź się do mnie. Kocham Cię!
Wszyscy zaczęli bić brawa. "Zdudź się" powiedział ktoś. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do Louis'a.
- Kocham Cię. Zgadzam się- spojrzałam na niego, a on mnie pocałował


No to koniec ^^ Pomyślę nad drugim xD narazie pomysłów brak :c ale coś wymyślę. Tym razem dłuższe i lepsze
  • awatar Szalona Dziewica: jebiste jezu pisz następne opowiadanie ;)
  • awatar Gość: Romantyczne :)
  • awatar Gość: no masz czas ^^ kurde świetne zakończenie, myślałam, że jak już wsiądzie to koniec i wyjedzie, a tu proszę zaskoczenie :3 kurcze tematyka strasznie mi się podobała. Opisać potrafiłaś i świetnie Ci to wyszło.. Mam nadzieję, że zaskoczysz mnie jakoś następnym opowiadaniem i je rozwiniesz. Choć krótkie nie jest wcale takie złe.. No więc tak podsumowując jest świetne i czekam na twoje kolejne dzieło :D miłych wakacji! :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

11. Miały dni. Leżałam w szpitalu przez długi czas. Kiedy wyszłam postanowiłam, że powiem przyjaciołom o moim wyjeździe. Przygotowałam się na to. Miałam dużo czasu na przemyślenia w szpitalu. Wiedziałam, że Mia wybuchnie, ale musiałam jej powiedzieć. Musiałam się też przenieść ze szkoły i poinformować brata i Sam, że wprowadzam się do nich w najbliższym czasie. I na długo. Gdy weszłam do domu, postanowiłam, że odrazu im powiem.
- Kochani, muszę wam coś powiedzieć...- zaczęłam
- Mów.- powiedziała z uśmiechem na twarzy Angel
- Wyprowadzam się do brata.
- Nie ma mowy! Siedzisz z nami! Miałaś się zabić! Co ty sobie myślisz?!- wrzeszczała Mia
- Nie chce się zabijać. Mam rodzinę, która mnie kocha i potrzebuje. Muszę do nich pojechać. Nie chcę się więcej okaleczać.- mówiłam z błagalnął miną
- Zamknij się! Idź już stąd...
Wbiegłam do pokoju z łzami spływającymi po policzkach. Nie rozumiałam, dlaczego musiało akurat mnie to spotykać. Wszystko co najgorsze przytrafiało się mi. Otarłam łzy i postanowiłam pójść na uczelnię do sekretariatu się przenieść do Chicago. Do brata. Do rodziny, która mnie kochała.
Przebrałam się i wyszłam z domu. Nikt się do mnie nie odzywał. Wiedziałam, że Angel mnie rozumiała, ale i tak się nie odzywała ze względu na Mie. Na dworze było brzydko. Padał deszcz. Nie wzięłam parasolki. Byłam cała mokra. Przechodziłam koło domu Louis'a. Zobaczyłam go. Całował się z jakąś dziewczyną przed domem. Łzy napłynęły mi do oczu. Zaczęłam biec.
Wbiegłam do szkoły. Otarłam łzy. Jednak ciągle mi spływały. Kochałam Louis'a, a on zrobił mi coś takiego. Uspokoiłam się i poszłam do sekretariatu. Wypełniłam wszystkie dokumenty i wróciłam do domu. Za trzy dni mogłam się już wyprowadzić. Zarezerwowałam bilety i zaczęłam sie pakować.
Do pokoju weszła Angel. Pomogła mi się pakować. Rozmawiałyśmy przy tym. Rozumiała mnie. Jako jedyna mnie rozumiała.
- Widziałam dzisiaj Louis'a.
- I co? Rozmawialiście?
- Nie. Całował się z jakąś laską.
- Och kochana,tak mi przykro...- przytuliła mnie
- Nie będę więcej płakać. No chyba, że na lotnisku jak mnie odwieziesz.- uśmiechnęłam się- będę za tobą strasznie tęsknić.
- Ja za tobą też- przytuliła mnie jeszcze mocniej
***
Minęły dwa dni. Nazajutrz miałam wyjechać. Chciałam tego, ale rozłąka z przyjaciółmi była straszna. Pomyślałam o Louis'ie. Był z jakąś dziewczyną. Wyglądała na bardzo sympatyczną i miłą osóbkę. Stwierdziłam, że on zasługiwał na kogoś lepszego niż ja, więc cieszyłam się jego szczęściem.
Ktoś zapukał do drzwi. Była to Mia. Nie była już zła. Wyglądała na smutną. Usiadła koło mnie i mnie przytuliła. Łza spływała mi po policzku. Mia ją wytarła i się do mnie uśmiechnęła.
- Jesteś wspaniałą przyjaciółką. Zasługujesz, żeby żyć. Podbij świat.- uśmiechała się
- Dzięki.- odwzajemniłam uśmiech- Będę tęsknić...- posmutniałam
- Ja też. Nie zapomnij o nas.
- Nie zapomnę. Nie potrafiłabym.
- Babi...
- Słycham?
- Muszę ci coś wyjaśnić...- spoważniała- Nie powiedziałam Louis'owi prawdy. Okłamałam go. Powiedziałam mu, że go nie chcesz. Że masz kogoś innego. Przepraszam... Tak mi wstyd.
- Nie przejmuj się. To i tak by nic nie zmieniło. Znalazł sobie kogoś, a ja jutro wyjeżdżam.
Mia wyszła z pokoju, a ja położyłam się na łóżko. Zaczęłam się wahać. Myślałam czy nie pójść do Louis'a i mu nie wyjaśnić całej tej sprawy. Należało mu się to. A gdyby chciał wtedy ze mną być? Nie mogłam mu tego zrobić. Psułam go. On nie powinien mnie nigdy poznać. Wszystkie złe rzeczy działy się mi. Nie mogłam tego na niego zwalać. Kochałam go. Naprawdę go kochałam. Pragnęłam z nim być, ale nie mogłam. Był teraz z dziewczyną, która pewnie nie miała takich problemów jak ja. Pewnie był w niej zakochany, a mnie nienawidził. Postanowiłam, że nic mu nie powiem.
  • awatar Szalona Dziewica: super, lecę nadrobić ;)
  • awatar Gość: o jej super *.* i co dalej? kurde takie boskie wyjeżdżasz i co ? mam czekać 2 tygodnie dlaczego ? :c proszę, proszę czy to koniec? czy będzie jeszcze jedna? ej no muszę wiedzieć ! Kurdee...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
10. Patrzyłam mu głęboko w oczy. Niestety nie zobaczyłam w nich radości. Uśmiech w końcu zszedł mi z twarzy. Nie rozumiałam dlaczego się nie ucieszył, przecież miał na mnie czekać. Mówił, że mnie kocha, a teraz nawet się nie ucieszył, że mnie zobaczył. Angel miała mu wszystko wyjaśnić. Czy tak się nie stało?
- Po co tu przyszłaś?- zapytał Louis po czym odrócił wzrok
- Kocham Cię... chce z tobą być. Na zawsze kończe z okaleczaniem się. Powiedz, że się cieszysz.- uśmiechnęłam się, ale w jego oczach nadal nie było widać radości
- Idź już. Nie chcę cię widzieć... ani znać.- zamknął drzwi
Zamurowało mnie. Nic nie rozumiałam. Ostatnio miewałam tak często. Działy się rzeczy, które nie powinny się dziać, i których nie rozumiałam. Kochałam Louis'a, pragnęłam z nim być. On podobno też mnie kochał, a przynajmniej tak mówił. Teraz okazało się inaczej. Wszystko okazało się wielką ściemą. Mia miała rację. Nie powinnam była się angażować. Ze łzami spływającymi po policzkach przykucnęłam i oparłam się o drzwi Louis'a. Płakałam. Czułam się bezsilna. Radość, która mnie wcześniej ogarniała, znikła. Całkowicie. Podniosłam się i poszłam w kierunku domu. W ręku trzymałam silne tabletki. Wystarczyłyby one, abym zasnęła. Na zawsze.
Weszłam do domu. Byłam zapłakana. Wszyscy się na mnie patrzyli. Nikt się jednak nie przejął. Jedynie w oczach Angel zauważyłam współczucie. Bez zastanowienia poszłam do łazienki. Wpatrywałam się w lustrko. Później znowu w tabletki. Otkręciłam pojemniczek i wysypałam sobie dużą ilość na rękę. Łzy zaczęły mi spływać coraz bardziej. Połknęłam to co miałam na ręce. Upadłam na podłogę. Uderzyłam głową o umywalkę. Czułam straszny ból głowy. Zauważyłam nad sobą Angel. Odpłynęłam.
**
Kiedy się obudziłam byłam w bardzo jasnym miejscu. Białe ściany i półki. Ktoś mnie trzymał za rękę. To była Angel. Nikogo innego ze mną nie było. Nikt się mną nie interesował. Chłopak, którego kochałam najbardziej na świecie, też mnie nie odwiedził.
- Gdzie ja jestem?
- W szpitalu.- odpowiedziała Angel
- Powiedziałaś Louis'owi?
- Zostawiłam mu wiadomość kilka dni temu. Byłaś w śpiączce.
- Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego mnie uratowałaś? Ja nie chce żyć! Bez Louis'a nie ma to sensu.- do oczu napłynęły mi łzy
- Przepraszam. Pójdę po lekarza, powinien wiedzieć, że się wybudziłaś.
Angel wyszła. Czułam się samotna. Nie chciałam żyć. Byłam zła na Angel, że mnie uratowała. Nie miało tak być. Wmawiałam sobie, że jestem gotowa na śmierć. Ale nie byłam. Pomyślałam, że muszę wyjechać z tego miasta. Natychmiast. Pożegnać przyjaciół i wyjechać. Nie mogłam tutaj zostać. Mogłabym wkońcu umrzeć, a miałam z tym przestać. Postanowiłam, że zaraz po wyjściu ze szpitala przeniosę się na studia u brata w mieście. Tam też były takie kierunki więc nie powinno być wielkiego problemu.
Lekarz wszedł do pokoju. Wytłumaczył mi wszystko i wyszedł. Wtedy w drzwiach pojawiła się Mia.
- Hej skarbie.- powiedziała
- Hej, co tam?
- Lepiej powiedz jak ty się trzymasz...- powiedziała ze smutną miną
- Dobrze.
Mia siedziała obok mnie trzymając mnie za rękę. Rozmawiałyśmy, ale nie powiedziałam jej o moim planie, żeby wyjechać. Wiedziała, że by się wkurzyła. Nie chciałam tego teraz. Nie chciałam awantury w szpitalu.


Już prawie kończe opo. Mam 11 części. Dopisze jeszcze jedną lub dwie. Nie mam pomysłów więc krókie. Pomyślę nad drugim xd. Ale nie wiem czy ktokolwiek to czyta Drugie może będzie ciekawsze
  • awatar Szalona Dziewica: Też to czytam fajne jest nigdy nie czytałam takiego i podoba mi się :D pisz, pisz czekam !
  • awatar Gość: ja czytam :d kurde to wstaw je przed wyjazdem ^^ o jej, ale się dzieje jestem ciekawa co powiedziały Louis'owi kurde, ale napięcie :d Coś mało tych części, ale opo ogólnie wciągnęło :d matko kocham <3
  • awatar Hidden in a dreams ! ♥: Zapraszam , zostaw cos po sobie :) *Dodaj do znajomych lub obserwowanych*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

9. Spakowałam bagaże do samochodu. Rick z Sam odwozili mnie na lotnisko. Na dworze padało. Kiedy dojechaliśmy, zauważyłam chłopaka. Był szatynem o zimnych spojrzeniu. Skądś go znałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Zignorowałam chłopaka i pożegnałam się z Rick'iem i Sam. Przytuliłam ich mocno. W oczach Sam ciągle widniał smutek. Kiedy ją przytulałam szepnęłam jej do ucha "Skończę z tym. Obiecuje". Uśmiechnęła się do mnie, a ja to odwzajemniłam. Czułam, że dażyła mnie miłością. Była żoną mojego brata, a ja ją kochałam jak własną siostrę. Nie chciałam stracić jej ani brata. Moja rodzina miała sie powiększyć. Rick z Sam spodziewali się dziecka. Straciłam oboje rodziców, ale Sam z Ricki'em mi ich zaczynali zastępować. Od czasu wypadku minęło sporo czasu, a ja dopiero teraz zaczynałam czuć się lepiej. Czułam, że ktoś mnie kocha.
Usiadłam na swoim miejscu w samolocie. Patrzyłam się na zachmurzone niebo. Dostrzegłam, że słońce zaczęło się wydostawać zza chmur. Na dworze zrobiło się pięknie. Odwróciłam się w drugą stronę. Ktoś usiadł koło mnie. To ten sam chłopak, którego widziałam niedawno. Ten sam szatyn o zimnym spojrzeniu wpatrywał się we mnie. Skąd ja go znałam?
- Poznaliśmy się jak leciałaś w tą stronę, a teraz wracasz. To chyba przeznaczenie.- uśmiechnął się- Tak przy okazji... jestem Tom.
- A no tak. Wiedziałam, że skądś cię kojarzę. Ja jestem Babi.
Rozmawiałam z Tom'em. Okazał się fajnym chłopakiem. Był tajemniczy i przez to chciałam z nim gadać jak najdłużej. Miał podobne problemy do moich. Chciał ze sobą skończyć przez to samo. Krótko rozmawialiśmy o tym "mrocznym" temacie. Rozmawialiśmy o ciekawszych rzeczach niż samobójswo czy okaleczanie się. Tom poszedł do łazienki, a mi się przysnęło. Jak się obudziłam to jego nie było na miejscu. Poczekałam chwile, ale nadał nie przychodził. Nie rozumiałam o co mogło chodzić. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie nieznane twarze. Niektórzy rozmawiali, a niektórzy spali. Nigdzie nie było widać Tom'a. Wstałam z miejsca i szłam powoli w kierunku łazienki. Otworzyłam drzwi. Na podłodzę leżał... Tom. Zaczęłam krzyczeć.
Zerwałam się. To był znowu zły sen. Tom siedział obok mnie. Ja spałam na jego ramieniu. Musiałam usnąć podczas rozmowy. Byłam przerażona. Nie sypiałam, bo nękały mnie koszmary. Bałam się zasypiać. Te sny były takie realne. Opadłam na fotel.
- Znowu zły sen?- uśmiechnął sie Tom
- No niestety. Ostatanio często takie miewam.
Wróciłam do rozmowy z Tom'em. Dlaczego mi się śnił. I dlaczego był nieżywy w tym śnie. Ciągle byłam przerażona. Moje życie było pełne niespodzianek. Ale dlaczego najczęściej były one niemiłe?
Koniec lotu. Wyszłam z Tom'em z samolotu. Rozmawialiśmy dopóki nie przyjechała po mnie taksówka. Pożegnałam się z nim i wsiadłam do niej. Jechałam przez zakorkowane miasto. Przejeżdżałam przed domem Louis'a, świeciło się światło więc był w domu. Miałam ochotę wysiąść z taksówki i pobiec do niego, ale nie mogłam. Lękałam się. Wszystko przez te koszmary. Dojechałam do domu. Zaczęło lać. Wyjęłam bagaże i poszłam w kierunku domu. Przystanęłam na chwile. Przypomniało mi sie pożegnanie z Louis'em. Tak pragnęłam, żeby tu był. Ocknęłąm się z myśli i weszłam do domu.
- Babi!- radośnie krzyknęła Angel- Tęskniłam za tobą!- przytuliła mnie
- Ja za tobą też. Za wami wszystkimi tęskniłam.- uśmiechnęłam się
- Szkoda, że ci nie wierze.- powiedziała Mia
Dlaczego Mia zrobiła sie taka wredna? Nie wiedziałam co jej zrobiłam. Miałam tylko nadzieję, że jej w końcu przejdzie. Przewróciłam oczami i poszłam do siebie do pokoju. Rozpakowałam bagaże i położyłam sie na łóżko. Byłam zmęczona podróżą. Zasnęłam.
Po obudzeniu miałam uśmiech na twarzy. Tym razem miałam piękny sen. Śnił mi się Louis. Wstałam z łóżka i wyjrzałam za okno. Było jeszcze widno. Spojrzałam na zegarek. Była 170. Ubrałam sie i wyszłam z domu. Jak wychodziłam usłyszałam tylko głupi komentarz Mii "O już do swojego chłopaka idzie". Nie odpowiedziałam nic. Miałam zbyt dobry humor żeby go sobie psuć. Szłam chodnikiem i czułam się jakbym była najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Zdałam sobie sprawę jak bardzo kocham Louis'a. Byłam już koło jego domu. Czułam zapach ciasta. Sąsiadka Louis'a coś piekła. Z uśmiechem na twarzy podbiegłam do drzwi Louis'a. Zadzwoniłam. Po chwili w drzwiach stał chłopak, którego tak kochałam.


Przepraszam was, że tak długo nie wstawiałam. Miałam wczoraj wstawić, ale jakoś teraz nie używam laptopa, a na nim wszystko mam. Niedługo wyjeżdżam na kolonie, więc znowu nie będę wstawiać -,- No chyba, że znajdę tam jakieś wifi xD ale wątpie.
  • awatar Gość: jejku z każdym rozdziałem jest coraz lepsze.. Nie mogę się doczekać następnego :D i myślę, że jeszcze doczekam się jakiegoś rozdziału ^^ kurcze pisz szybko nie mogę się już doczekać :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

8. Obudził mnie hałas dobiegający z kuchni. Odrazu podniosłam się z łóżka i pobiegłam tam. Przeraziło mnie to, że coś mogło się komuś stać. Bałam się, że znowu kogoś stracę.
Wbiegłam do kuchni. Sam była pochylona nad podłogą. Nic się nie stało, to była tylko stłuczona szklanka. Poczułam wielką ulgę. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo kocham brata i Sam. Uśmiechałam się sama do siebie.
- Śmiejesz się ze mnie?- zapytała Sam uśmiechając się
- Nie, skąd. Co się stało.
- Zbiłam szklankę, nic wielkiego.
- Pomogę ci.- pochyliłam się
Wtedy sam spojrzała na mój nadgarstek. Patrzyła sie na niego przez chwile. Jak zobaczyłam gdzie się patrzyła odrazu się podniosłam i zakryłam rękę. Stało się coś czego sie tak bałam. Zapomniałam opaski na rękę i Sam zobaczyła to czego nie powinna była zobaczyć.
- Co ty tam masz?- podeszła do mnie i wyciągnęła rękę w strone mojej
- Nic.- patrzyłam na nią błagalnym wzrokiem
- Pokaż.- wyciągnęłam rękę do niej, a łzy zaczęły mi spływać po policzkach
- Proszę nie mów Rick'owi, strasznie się wścieknie i nie pozwoli mi mieszkać z przyjaciółmi... Błagam.- prosiłam, a w oczach Sam widziałam złość
- Babi, powinnaś zamieszkać z nami.
- Złościsz się na mnie? Przepraszam, ale ja nie chce z wami mieszkać. Mi jest dobrze z przyjaciółmi.
-Nie złoszczę się na ciebie, lecz na siebie. Widziałam w twoim zachowaniu coś dziwnego. Myślałam, że to przez ten wypadek. Wiem, że to ciężko przeżyłaś, ale życie toczy się dalej. Masz cudownego brata, na którym możesz polegać. Wiesz, że my zawsze ci pomożmy, ale musisz tego chcieć.- mówiła Sam
- Ja nie chce niczyjej pomocy... Proszę nie mów Rick'owi o tyle Cię proszę. Już dzisiaj wyjeżdżam. Zapomnij o tym co widziałaś.- odeszłam
Poszłam do pokoju się pakować. Modliłam się o to aby Sam nic nie powiedziała Rick'owi. Nie chciałam z nimi mieszkać. Kochałam ich z całego serca, ale bałam się, że coś im się może stać, i że wtedy to już w ogóle moje życie nie będzie miało sensu. To ja miałam umrzeć, a nie oni. Nie mogłam ich na nic narażać. Rodzice zgineli przeze mnie. Na śmierć Rick'a i Sam z mojej winy nie mogłam pozwolić. Będąc jak najdalej od nich chroniłam ich na swój sposób.
Jak byłam już spakowana to miałam jeszcze troche czasu do wyjazdu. Poszłam więc na dół coś zjeść. Sam stała w kuchni opierając się o blat. Przeraziło mnie to trochę. Widziałam w jej oczach lęk. Lęk? Czego ona sie lękała? Podchodziłam do niej coraz bliżej, ale bardzo powoli. Nie wiedziałam co powiedzieć. Domyśliłam się, że jej zachowanie było z mojej winy. Kiedy wkońcu byłam blisko niej...
- Już niedługo kończysz naukę, więc przyjedziesz do nas i zamieszkasz z nami dopóki wszystko się ułoży i skończysz z tym...- odwróciła wzrok.
Chyba czuła obrzydzenie do mnie i do moich ran. Wtedy kiedy to mówiła czułam jakby zależało jej na mnie i się o mnie bała. Z jedej strony nie chciałam z nimi mieszkać ze względu na ich bezpieczeństwo, ale z drugiej strony chciałam mieć kogoś kto by mnie kochał tak samo jak kochali mnie rodzice. Żebym czuła się potrzebna. Chciałam mieć prawdziwą rodzinę. A skoro nie mogłam być z Louis'em to...
- Dobrze. Zamieszkam z wami za trzy miesiące, jak już skończę studia. Kocham cię.- przytuliłam się do Sam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

7. Obudziłam się w łazience. Leżałam na podłodze. Czułam straszny ból głowy. Dopiero po chwili doszło do mnie co się stało. Zwinęłam szybko swoje rzeczy, zmyłam krew i poszłam do siebie do pokoju. Zauważyłam, że na dworze sie zaczyna rozjaśniać. Spojrzałam na zegarek, była 54. Rzuciłam rzeczy na krzesło i podeszłam bliżej okna. Za oknem było pięknie. Poczułam zapach morza. Słyszałam szum fal. Pomyślałam, że życie tutaj mogłoby być piękne. Dopiero po chwili sie ocknęłam z myśli i położyłam do łóżka. Czułam straszny bół głowy. Długo się wierciłam, ale w końcu zasnęłam.
***
Podniosłam sie z łóżka. Ubrałam i poszłam na dół. Zauważyłam, że w domu byłam sama. Zdziwiło mnie to trochę, bo brat nie mówił, że gdzieć wychodzą. Dopiero po chwili zauważyłam karteczkę "jesteśmy na plaży. Zrób sobie śniadanie i chodź do nas". Nie miałam humoru. Myślałam o Louis'ie i o tym, że musiałam go zostawić, bo ta kobieta miała rację. Wyciągnęłam z lodówki rzeczy na kanapki. Wzięłam nóż i zaczęłam smarować chleb. Po chwili przyłożyłam nóż do ręki. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Zrozumiałam, że moje życie nie ma sensu. Usłyszałam głos zza siebie "Powinnaś to zrobić". Odrwóciłam sie, a za mną nikogo nie było. Pomyślałam, że mi sie przesłyszało i wróciłam do robienia kanapek. Znowu coś usłyszałam, ale zignorowałam to. Później znowu. Serce zaczęło mi szybciej bić. Bardzo sie przestaraszyłam. Nie wiedziałam o co chodziło. Odwróciłam się. Zobaczyłam kobiete ze snu. Miała duży nóż w ręku. Mówiła coś, nie rozumiałam. Przyglądałam sie jej.
- Widze strach w twoich oczach.- w końcu zrozumiałam co powiedziała.
- Kim jesteś?!- zaczęłam krzyczeć
- To nie jest ważne. Powinnaś się zabić.
- Nie mogę tego zrobić.- rozpłakałam się
- Musisz!
- Nie.
- Tak!- wrzeszczała
- Ale ja go kocham. Nie mogę go zostawić.
- On cie nie potrzebuje. Poradzi sobie bez ciebie.- przekonywała mnie kobieta
- Odejdź.
- Nie.
- Proszę.
Kobieta zaśmiała sie szyderczo. I podeszła bliżej mnie. Czułam jej oddech. Podsunęła mi się do ucha i szepnęła "żegnaj". Poczułam silny ból w brzuchu. Spojrzałam na dół. Miałam wbity nóż. Łza spłynęła mi po policzku. Czułam jakby to był koniec
***
Znowu się zerwałam. Byłam cała mokra. Byłam również przerażona. Nie rozumiałam nic. Nie wiedziałam kim była ta kobieta. Nie wiedziałam też, dlaczego kazała zostawić Louis'a w spokoju kiedy ja go kochałam.
Zeszłam na dół. Tym razem wszystko było inaczej. Śniadanie było na stole, a Rick z Sam siedzieli przy stole i rozmawiali. Uśmiechali się do siebie. Ich oczy były pełne miłości. Zachciało mi się płakać. Dlaczego ja nie mogłam mieć takiego pięknego życia jak oni? Czego ja byłam gorsza? Zauważyli mnie. Powstrzymałam łzy i się uśmiechnęłam. Usiadłam do stołu i zaczęłam jeść.
- Musimy ci coś powiedzieć Babi.- powiedziała Sam z szerokim śmiechem na twarzy. Troche mnie to przeraziło, bo nie wiedziałam o co mogło chodzić.
- Słucham.- ja też się uśmiechnęło, ale chyba było widać, że było to sztuczne
- Spodziewamy się dziecka.- powiedział Rick
- Gratuluje!- przytuliłam ich
Zjadłam śniadanie i wyszłam nad morze. Było tam pięknie. Zaczęłam rozmyślać. Kochałam Louis'a, ale nie mogłam z nim być. Dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego nie mogłam nikogo mieć? Najpierw strata rodziców, a teraz nie mogłam być ze swoim ukochanym. Nie rozumiałam dlaczego przytrafiało się to akurat mi. Nienawidziłam siebie. Wszystko robiłam nie tak. Nic mi nie wychodziło. Wszystko potrafiłam zepsuć. Czułam, że naprawde powinnam umrzeć. Nie było dla mnie miejsca na tym świecie.


No to kolejna część Fajnie by było jakbyście więcej komentowali Odwdzięczyłabym się ;*
  • awatar Szalona Dziewica: no racja ten sen.. fajne ^^ czekam na kolejne ;)
  • awatar Gość: jej ten sen, myślałam ze to prawda :c kurcze przeraziłam sie ._. jej pieknie jest tak ponuro xd czekam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

6. Siedzieliśmy przy stole. Ja, Rick i Sam. Uśmiechałam się, bo musiałam udawać, że wszystko jest w pożądku. Zawsze tak robiłam jak był koło mnie Rick.
- Co tam młoda u ciebie słychać?- zapytał brat
- Właściwie to nic ciekawego. Ciągle szkoła i szkoła. Na nic innego nie ma czasu.
- Chłopaka nie masz?- uśmiechnął się Rick
- Nie, nie mam.- nie chciała mu nic mówić. Chciałam z tym poczekać.
Dokończyliśmy jedzenie. Później pomogłam Sam posprzątać. Rozmawiałyśmy sobie przy tym, żartowałyśmy, a co najdziwniejsze... śmiałyśmy się Już wtedy zauważyłam, że moje życie zaczynało nabierać barw. Pierwszy raz od bardzo dawna śmiałam się tak bardzo i tyle czasu. Naprawdę polubliłam Sam. Była bardzo mądrą dziewczyną i byłam szczęśliwa, że mój brat z nią był. Lepiej nie mógł trafić.
Weszłam do pokoju w którym miałam spać i położyłam się na łóżko. Chwilę pomyslałam o tym co powiedzieć Louis'owi jak wrócę. Miałam nadzieję, że Mia nie powiedziała mu nic głupiego. Po chwili poszłam pod prysznic, a jak wróciłam to siadłam przy biurku i zaczęłam pisać list do Louis'a.
" Hej kochanie!
Było mi z Tobą bardzo dobrze. Naprawdę Cię potrzebuję. Nie sądziłam, że jest ktoś w stanie odciągnąć mnie od samobójstwa... ale wtedy zbliżyłam sie do Ciebie. Żałuje tylko, że nie zdążyłeś mi powiedziec o swoich uczuciach wcześniej. Ale jest też coś dzięki czemu jestem szczęśliwa. To, że mnie nie zostawiłeś jak zdziwaczałam. Twoje uczucia nie wygasły. Ja też Cię bardzo kocham. Mam nadzieję, że już nic nie stanie nam na przeszkodzie aby ze sobą być. Zależy mi na Tobię. Pragnę abyśmy się ciągle kochali i żeby nasze uczucia nigdy nie wygasły. Musimy ze sobą być. Dzięki Tobie naprawdę chce mi się żyć. Moje życie nie jest szare od kiedy Ty w nim jesteś. Tylko Ciebie potrzebuje, aby żyć i być szczęśliwą! Kocham Cię!" zgiełam list i włożyłam go do torebki. Postanowiłam, że dam go Louis'owi jak wrócę.
Byłam bardzo zmęczona więc poszłam spać. W nocy się zerwałam. Miałam ten sam koszmar co podczas lotu. Kim była kobieta ze snu? Czy ona miała rację, że powinnam zostawić Louis'a? Nie zasługiwałam na niego? Setki pytań. A na żadno nie miałam odpowiedzi. Nie chciałam zostawiać Louis'a. Naprawdę go kochałam. Niestety miałam słaba psychikę i uwierzyłam kobiecie ze snu. Wzięłam torebkę i poszłam do łazienki. Podarłam list, który napisałam do Louis'a i wyrzuciłam do śmietnika. później wyciągnęłam żyletkę i zaczęłam ciąć nadgarstek. Miałam już mało miejsca więc cięłam też po bliznach. Nagle poczułąm straszny bół głowy i odpłynęłam.


Jeju nie mam pomysłu na żadne akcje w tym opo... Dajcie mi jakieś pomysły, piszcie na priv czy coś, pomóżcie, bo nie wiem czy dokończe to opo ;/
Wgl to moge mieć błędy, bo word mi sie zepsół, a w tym co teraz pisze to nie poprawia błędów. Z góry sorry.
  • awatar Szalona Dziewica: czytałam wczoraj, ale nie skomentowałam świetne ! ":D
  • awatar Gość: doczekałam się :3 kurcze mam pare pomysłów, ale to już zalezy jak planujesz zakończyc w sumie podoba mi się tylko kurde znów się pocieła, napisze na priv moje *pomysły* może coś użyjesz :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

5. Dni nieobecności Louis’a mijały mi bardzo źle. Ciągle leżałam w łóżku i zastanawiałam się nad tym co mam robić. W pewnym momencie nie wiedząc co robiłam, wzięłam żyletkę i zaczęłam ciąć sobie po nadgarstku. Do pokoju weszła Mia.
- Masz rację, to powinno ci pomóc.- nie odezwałam się
Zadzwonił mi telefon. Na ekranie wyświetliło się „Brat”. Nie wiedziałam co miałam robić. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ale wiedziałam, że musiałam, bo zacząłby się martwić i by przyleciał. Odebrałam.
- Halo?
- No część młoda. Mam dla ciebie niespodziankę. Kupiłem ci bilet. Za trzy dni do mnie przylatujesz, w końcu się zobaczymy.- pomyślałam sobie „o nie, ja nie chcę!”, a musiałam udawać miłą
- Och! Jak ja za wami tęskniłam, tak się cieszę!- nie dałam po sobie poznać, że udawałam
- Ja też. Niestety muszę kończyć. Pa do zobaczenia. Informację prześle ci sms’em. Pa.
- Pa.- rozłączyłam się.
Mii już nie było w pokoju. Położyłam się ponownie. Krew spływałam mi z nadgarstka na podłogę. Zrobiła się wielka kałuża. Znowu pomyślałam o Louis’ie i wtedy zdałam sobie sprawę, że nie zdążymy się zobaczyć, bo on wraca na następny dzień mojego wyjazdu. Łzy napłynęły mi do oczu. Do pokoju weszła Angel. Zobaczyła co się stało i usiadła koło mnie na łóżku, a następnie mnie przytuliła.
- Nie płacz kochana…
- Lecę do brata.- powiedziałam zapłakana
- Nie martw się. Będziesz udawała, że wszystko jest w porządku. Już nie raz to robiłaś.
- Nie o to chodzi… Louis nie zdąży wrócić. Nie zobaczymy się. Wyjeżdżam dzień przed jego powrotem!
- Biedactwo.- przytuliła mnie ponownie i przestałyśmy się odzywać

Byłam już spakowana. Wachałam się jednak, czy nie zadzwonić do brata i nie powiedzieć, że zachorowałam i nie mogę przyjechać. Wiedziałam jednak, że strasznie by się wkurzył. Taksówka już przyjechała. Zamórowało mnie. Pragnęłam zobaczyć się z Louis'em. Wiedziałam, że to niemożliwe, i że musiałam już iść. Pożegnałam się ze wszystkimi i wsiadłam do taksówki. Jechałam i myślałam co powiedzieć bratu, żeby jak najszybciej wrócić do domu, do Louis'a...
Jak siedziałam już w samolocie rozpłakałam się. Moja psychika już nie wytrzymywała. Postanowiłam, że nie będę już się okaleczać, i że skończę z myślami samobójczymi. Pomyslałam, że życie może być wspaniałe, ale trzeba umieć żyć. Wiedziałam, że gdyby Louis przy mnie był miałabym wszystko czego potrzebowałam w życiu. Otarłam łzy i włączyłam sobie muzykę w telefonie. Zasnełam.
Siedziałam na podłodze. Miałam żyletkę w ręku. Jakaś kobieta stała nade mną. Nie znałam jej. Popatrzyła mi głęboko w oczy i powiedziała "Zostaw Louis'a. On cię nie potrzebuje. Ty musisz umrzeć..." Łzy spływały mi po policzkach. Poczułam wstręt do siebie i zaczęłam ciąć się po nadgarstku. Krew spływała na podłogę. Poczułam jakbym odpływała, jakby życie zaczęło ze mnie uchodzić...
Zerwałam się. Wzięłam wielki haust powietrza. To był tylko sen. Poczułam ulgę. Nagle usłyszałam, że ktoś powiedział "zły sen?" spojrzałam w prawo. Szatyn o niebieskich oczach patrzył na mnie. Był tak samo blady jak ja. Spod rękawa wystawały mu rany. Wiedziałam już, że był taki sam jak ja. Ale ja już z tym kończyłam. Zrozumiałam, że to pytanie było skierowane do mnie.
- Tak. Okropny...- odpowiedziałam troche speszona
- Znam to.- przysunął się bliżej- żyjemy w tym samym świecie.-szepnął
- Mylisz się...
- Nie, nie mylę. Świeże rany.-Uśmiechnął się.
- Kończę z tym.- spoważniał
- Zazdroszczę. Ja już nie potrafię.
- Gdybyś chciał... to byś potrafił.- nie odezwał się już
Znowu zasnęłam. Tym razem miałam piękny sen. Kiedy się obudziłam, byłam już na miejscu. Wyszłam z samolotu. Rick i Sam czekali już na mnie. Podeszłam do nich i ich przytuliłam. Jechaliśmy do domu i rozmawialiśmy o różnych rzeczach.
- To zostajesz na dwa tygodnie tak?- zapytał Rick
- Co?!- nie mogłam się powstrzymać. Rick dziwnie na mnie spojrzał- Nie mogę. Mam projekt do zrobienia, a to zajmie mi sporo czasu.- uspokoiłam się
- A myślałem, że masz wolne dwa tygodnie.
- Bo mam, ale jak tylko wróce na zajęcia, to musze oddać projekt.
- No trudno to zostaniesz tydzień, bo najwcześniejszy odlot jest wtedy.
- Świetnie.- uśmiechnęłam się, a naprawdę to miałam ochotę się rozpłakać. Tak marzyłam, aby wrócić szybciej i zobaczyć Louis'a, ale to nie było możliwe.


Jeju wkońcu coś napisałam. Pisałam i pisałam, ciągłe poprawki, a rozdział taki krótki i kiepski xD. Miałam wolny dzień więc wzięłam się do roboty. Ale nic mi nie wychodziło i ten rozdział jest do dupy. Kawałek jego napisałam już bardzo dawno i nie potrafiłam go dokończyć. Może następny pójdzie mi lepiej... Oby
  • awatar Szalona Dziewica: hee fajne :) no takie psychiczne faktycznie
  • awatar Gość: jezu takie to psychiczne i tak do mnie pasuje kurcze ciekawe co teraz będzie jak wróci czy Mia uknuje jakąś intrygę i mówi mu że nie chciała go coś w tym style kurcze czekam na następny tylko nie każ mi czekać 16 dnii matko kurde kocham to pisz pisz ! nie jest dupne pisz :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

4. Wbiegłam do domu. Czułam się strasznie, sama nie wiedząc czemu. Nic złego nie zrobiłam, tak by powiedzieli inni, ale ja czułam, że to było złe. Ja nie powinnam mieć uczuć, a będąc z Louis'em miałam.
- Co się stało?!- zapytała zdenerwowana Mia- No mów!
- Przespałam się z nim...- przerywało mi szlochanie- wiem, że nie powinnam. Pzepraszam was!- pobiegłam do pokoju
- Wiedziałam, że tak będzie!- krzyczała Mia, a Angel ją uciszała
Rzuciłam się na łóżko i płakałam w poduszkę. Serce mi mówiło, że pragnęłam być z Louis'em, ale nie mogłam tego zrobić. Byłam samobójczynią, a nie zakochaną laską.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Czułam, że to był Louis, więc podeszłam pod schody, żeby wszystko słyszeć. Wszyscy odganiali Mie od drzwi, bo była bardzo wkurzona i niewiadomo do czego zdolna. Angel poszła otworzyć drzwi. Tak jak się spodziewałam był to Louis.
- Nie krzycz. Daj mi coś powiedzieć...- odrazu zaczął Louis
- Gadaj.- odpowiedziała obojętnie Angel
- Nie chciałem żeby to tak wyszło. Ja naprawdę ją kocham! Powiedziałem za dużo, mogłem się zamknąć, wtedy wszystko byłoby dobrze. Powiedz jej tylko, że wyjeżdżam na tydzień, i że ją kocham. Jak wrócę to chciałbym się z nią spotkać.
- Powiem jej.- Angel zamknęła drzwi, a ja nie myśląc co robie podbiegłam do drzwi i wyszłam
Louis sie oddalał. Na dworze lało. Tylko wyszłam i odrazu byłam cała mokra. Krzyknęłam do Louis'a, odwrócił się. Przez chwile staliśmy dłuższy kawałek od siebie i przyglądaliśmy się sobie. W końcu podbiegłam do niego i pocałowałam go w policzek. Popatrzył mi sie głęboko w oczy i przytulił. Była to romantyczna chwila, a ja nie chciałam aby się kończyła. Jednak po chwili wyszłam z jego objęć. Nadal trzymał moje dłonie w swoich. Znowu się sobie przyglądaliśmy. Po chwili zaczęliśmy sie od siebie oddalać. Odwróciłam się w kierunku domu i szłam powoli. Myślałam o tym aby go zatrzymać, ale nie dałam sobie tego zrobić. Weszłam do domu cała mokra. Mia patrzyła się na mnie bardzo wściekle. Angel się lekko uśmiechała, ale nie chciała aby oni to zobaczyli. Poszłam do pokoju, a Angel poszła za mną.
Weszłyśmy do mnie do pokoju. Angel usiadła u mnie na łóżku a ja poszłam po ręcznik aby zawinąć w niego włosy, bo były całe mokre. Po chwili zaczęłyśmy rozmawiać.
- I jak było?- uśmiechała się Angel
- A o co pytasz?- nie chciałam dać po sobie poznać, że jednak mi zależało
- Nie udawaj... obie wiemy, że ci się podoba. I wiemy też, że obie nie jesteśmy jeszcze gotowe na śmierć. Ja pracuje nad tym, ale ty nie musisz. Jeżeli naprawdę ci na nim zależy to skończ z tym. To bez sensu skoro masz kogoś kogo kochasz i z wzajemnością.
- Nie potrafię z tym kończyć. To by znaczyło, że musiałybyśmy się rozstać.
- Nie musimy się rozstawać. Wiem jaka jest Mia, ale przeszłoby jej. Wszyscy byśmy się spotykali, aż do naszej śmierci.- uśmiechnęła sie Angel
- Przemyśle to... ale sama nie wiem, czego chcę. Jest to dla mnie bardzo trudna decyzja.
- Wiem, że to co wybierzesz będzie dobrym wybrem- uśmiechnęła się ponownie- To jak było z nim spać?
- Wspaniale. Chyba go kocham.- odpowiedziałam, a Angel ciągle się uśmiechała. Później wyszła z pokoju, a ja poszłam pod prysznic. Ciągle myślałam o Louis'ie. Myślałam nad tym co wybrać...



No, po dłuższym czasie macie moje wypocinki. Nie zabardzo miałam czas na pisanie, ale w końcu postanowiłam, że muszę xD i jest
  • awatar Gość: lekko to psychiczne, ale sam wątek bardzo wciąga, tyle że 16 dni temu część była dodana.. czekam na następną tak dla mnie *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
3.Udało się uratować Noah’a. Angel mi dziękowała. Ta niebiesko włosa, blada o zimnym spojrzeniu dziewczyna nie była jeszcze gotowa na śmierć swojego chłopaka. Oni chcieli razem umrzeć. W tym samym czasie. Musiałam dopilnować, aby ich marzenie się spełniło. Noah czuł się źle, był na silnych lekach. Jednak nie narzekał. My tak już mamy.
Do sali, w której leżał Noah weszła jakaś kobieta. Powiedziała nam „dzień dobry”, a my tylko skinęliśmy głowami.
-Jestem psychologiem.- powiedziała kobieta. Wiedzieliśmy, że pojawią się problemy przez całe to zajście. Nie wiedzieliśmy tylko czy będzie jakiś jeszcze.
- Po co pani tu przyszła?!- wykrzyczała pierwsza Mia, ponieważ była najodważniejsza
- Muszę porozmawiać z waszym kolegą. Musicie opuścić tą salę.
- Oooo nie!- krzyknęła Mia- My stąd nie wychodzimy, a pani owszem.- Mia nie była miła. Nikt z nas nie był
- Proszę was abyście opuścili ten pokój.- podniosła głos kobieta
- Nie!- krzyknęła Angel
Kobieta się poddała i wyszła. Wiedzieliśmy, że jeszcze przyjdzie. Tak jest zawsze. Uważali, że mamy problemy, jak i również, że nam pomogą. Niestety nam się już nie dało pomóc. To był nasz styl życia. Cięcie się, ranienie, a jedyny cel w życiu to samobójstwo.

*******************

Noah wyszedł po dwóch tygodniach. Jego stan poprawił się na tyle, że mógł wyjść. Przez cały czas nękała nas ta kobieta. Pani psycholog. Nie wpuszczaliśmy jej do domu. W końcu dała sobie spokój i nas zostawiła. Chyba zrozumiała, że my nie potrzebowaliśmy pomocy. Dni mijały tak jak zawsze. Ciągle robiliśmy to samo. Noah’owi już całkowicie wydobrzał i zaczął od nowa się ranić. Na początku Angel pilnowała Noah’a, aby robił to delikatniej, ponieważ bardzo się o niego bała. W końcu jednak wszystko wróciło do normy. Angel przestała pilnować Noah’a. Sama również zaczęła się ranić.
Pewnego dnia w szkole podszedł do mnie Louis. Na początku tylko się na siebie patrzyliśmy, ale po chwili się odezwał.
- Pamiętasz jak wtedy na imprezie mieliśmy pogadać? Zróbmy to teraz.- uśmiechnął się
- Nie chce pamiętać tamtego wieczoru.- odpowiedziałam mu zła
- Proszę cię porozmawiajmy.- Louis nalegał
- No dobra, wpadnę do Ciebie po zajęciach, bo teraz nie mam czasu.- zgodziłam się sama nie wiedząc, czemu.
- Dzięki.- znowu się uśmiechnął
Patrzyłam się jeszcze przez chwile na niego, a później poszłam do szafki po książki na następną lekcję. Miała biologie, a lekcja była bardzo nudna, więc w połowie się wyłączyłam. Dwie ławki dalej, na lewo ode mnie siedział Louis. Zaczęłam mu się przyglądać i myśleć, czego ode mnie chciał. Nagle się odwrócił i się do mnie uśmiechnął. Zza pleców usłyszałam mówiący do mnie głos „Nie miej nadziei, nasz sporowiec i tak się w tobie nie zakocha”. Nie odpowiedziałam nic, dalej siedziałam i zaczęłam gapić się w okno. Nagle zadzwonił dzwonek. Na przerwie siedziałam przed salą. Koledzy Louis’a przechodzili przede mną i się ze mnie śmiali. Nie zdziwiło mnie to, bo zawsze to robili. Znowu zadzwonił dzwonek. Tym razem już na lekcje. Ostatnia lekcja nudziła mnie również tak samo, jak poprzednia. Czułam, że ktoś się na mnie patrzył, ale nie wiedziałam, kto. Postanowiłam się nie odwracać i nie zwracać na to uwagi. Próbowałam wczuć się w lekcje, ale nie potrafiłam.
Kiedy skończyłam już zajęcia, poszłam na chwile do domu. Kiedy miałam zamiar wychodzić Mia zaczęła zadawać pytania.
- Gdzie leziesz?
- Nie ważne.- odpowiedziałam
- Gadaj!
- Louis chciał ze mną porozmawiać. Idę do niego. Zaraz wracam.
- O proszę! Nasz sportowiec chce pogadać z… samobójczynią.- wściekła się Mia. Rozumiałam ją.
- Zamknij się. Wychodzę.
Wyszłam z domu. Słyszałam jak Mia jeszcze coś do mnie krzyczała, ale nie rozumiałam, co dokładnie. Nałożyłam kaptur na głowę i zaczęłam iść szybkim krokiem. Kiedy byłam już przy drzwiach domu Louis’a miałam chwile niepewności. Chciałam się wycofać, a wtedy otworzyły się drzwi. Stał w nich Louis.
- Wejdź.- powiedział
- Jesteś sam czy z kolegami, którzy mnie zaraz wyśmieją?
- Sam. Nie przejmuj się nimi, to idioci. Nie znają cię.
- A Ty mnie może znasz? Nie, nie znasz.
- Dobra chodź.
Weszłam do środka. Dom Louisa był ogromny. Siadłam w salonie na kanapie, a Louis naprzeciwko mnie. Czułam się bardzo dziwnie. Louis zapytał się mnie czy chce coś do picia, a ja nic nie odpowiadałam. Byłam zajęta rozglądaniem się. W końcu się ocknęłam i powiedziałam, że nie. Miałam poważny wyraz twarzy. Louis zaczął.
- Nie wiem, od czego zacząć.
- Wal śmiało. Wiesz, jaka jestem.
- No właśnie nie wiem jak na to zareagujesz.
- Nie przejmuj się, najwyżej wyjdę.
- No, więc… podobasz mi się.- chciałam odpowiedzieć- Daj mi dokończyć. Chciałem ci to powiedzieć wtedy na imprezie, ale wiesz, że się nie udało. Wtedy byłaś inna, ale nadal mi się podobasz. Coś mnie do ciebie ciągnie. Wiem, jaka teraz jesteś, i że wszyscy mają cię za dziwaczkę. Ale mi się podobasz i ich nie słucham. Jesteś tajemnicza, a ja chciałbym rozwiązać tą zagadkę, która w tobie tkwi.
- To proste. Jestem taka przez wypadek. Nie pozbieram się już nigdy. Chcę się zabić i niedługo to zrobię. Nikt nie jest w stanie mi w tym przeszkodzić.
- Nie rób tego.- patrzył się na mnie błagalnym wzrokiem
- Muszę, taki mam cel. A poza tym, to nawet, jeżeli Ci się podobam to, co z tego? Przecież i tak ze sobą nie będziemy, bo to zepsułoby twoją opinię na uczelni.
- Nie interesuje mnie zdanie innych. Mogą się ze mnie śmiać. Mi naprawę na tobie zależy.-usiadł koło mnie. Pocałował mnie, a ja to odwzajemniłam. Poczułam się bardzo dziwnie. Po raz pierwszy od wypadku poczułam się szczęśliwa. Poszliśmy do sypialni Louis’a i zaczęliśmy się kochać. Wszystkie moje myśli samobójcze odeszły. Przestałam o tym myśleć i całkowicie skupiłam się na Louis’ie. Zawsze się w nim kochałam. Po wypadku jednak się to zmieniło. Po wypadku straciłam wszystkie uczucia. Po tym, co zrobiliśmy, leżeliśmy naprzeciw siebie. Patrzyłam się Louis’owi głęboko w oczy i uśmiechałam się do niego.
- Jak ja dawno nie widziałem twojego uśmiechu. Powinnaś się częściej uśmiechać. Masz taki piękny uśmiech.- mówił Louis głaszcząc mnie po głowie
- Już prawie zapomniałam jak się to robi.- zażartowałam
- Zmienisz swoje nastawienie do świata? Przestaniesz mieć myśli samobójcze? Błagam cię nie zabijaj się, ja cię kocham. Zależy mi na tobie. Wprowadź się do mnie. Zostaw swoich przyjaciół, oni nie są ci potrzebni, sprowadzają cię na złą drogę.
- Przestań tak gadać!- wkurzyłam się- co ja tu w ogóle robie. Wynoszę się stąd.- ubrałam się i wybiegłam z domu Louis’a. Pobiegłam do siebie.


Dzisiaj długa część xD Kolejna nie wiem kiedy się pojawi, bo chwilowo nie mam czasu na pisanie. Jeżeli nie uda mi się dopisać na jutro, to na środę lub czwartek się postaram.
  • awatar arrosa ♥: Cudowny wpis .Mi osobiście bardzo się podoba :D .
  • awatar locus: Fajny wpis. Zapraszam do siebie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

2.Minęły już trzy miesiące od wypadku. Nie rozmawiałam już wcale z moimi dawnymi przyjaciółmi. Walczyli o mnie, ale chyba zrozumieli, że nie warto. Mój blog miał już dużo czytelników, a ja przez niego zdobyłam przyjaciół takich jak ja. Dzisiaj właśnie miałam spotkać się z Mią. Zaczęłam się szykować i wyszłam. Miałyśmy spotkać się nad jeziorem, a było zimno, więc założyłam skórzaną ramoneskę. Wyszłam z domu i zaczęłam iść w miejsce spotkania. Po drodze zobaczyłam Louis’a, spowolniłam. Patrzył się na mnie, a ja na niego. Dziwnie się poczuła. Przypomniało mi się, że mieliśmy porozmawiać, ale ja niestety nie chciałam. Odwróciłam wzrok i poszłam dalej. Nie odwracałam się, nie chciała o nim myśleć. Jak już byłam na miejscu wspięłam się na drzewo. Mii jeszcze nie było. Zaczęłam rozmyślać, a wtedy ją zobaczyłam. Mia miała czarne włosy i różowe pasemka. Była taka jak ja. Umierała się na czarno, była tajemnicza i nie rozmawiała z nikim poza nami. Wspięła się do mnie na drzewo i zaczęłyśmy rozmawiać.
- Gdzie Ty byłaś?- zapytałam się
- Mówiłam ci, że musiałam się zająć kilkoma sprawami.
- No dobra nie chcesz mówić to nie. Powiedz mi tylko czy załatwiłaś jakieś tabletki.
- Nie, nie załatwiłam. Ale załatwię. Obiecuję.
- Ok.
Rozmawiałyśmy przez dłuższy czas. Na dworze było zimno, ale my się tym nie martwiłyśmy. Samobójczynie, które martwią się o siebie? Nie, to nie możliwe. Zimno nam nie przeszkadzało. Ja założyłam kurtkę, ale Mia była w samej bluzce z krótkim rękawkiem. Było widać jej wszystkie blizny i rany. Miała pocięte całe ręce. W jednym miejscu kawałek skóry jej odstawał. Ja nie byłam jeszcze, aż taka pocięta. Mia siedziała w tym od kilku lat, a ja dopiero od pasu miesięcy. Miałam jeszcze czasami jakieś obawy, ale to już stawało się coraz rzadsze. Wiedziałam, czego chciałam. Śmierci.
Zadzwonił mi telefon. W telefonie miałam jedynie numery przyjaciół samobójców. Z nikim innym nie gadałam. Czasami tylko dzwonił brat, to musiałam mu ściemniać, że wszystko dobrze, aby tylko nie przyjeżdżał. Paul(brat) myślał, że już wszystko ze mną w porządku, że wszystko wróciło do normy, i że sobie radze. Jednak tak nie było. Odebrałam telefon.
- Halo?
- Babi, gdzie jesteś? Noah bardzo krwawi, nie wiem, co mam robić. Przyjedź natychmiast.
- Już jedziemy!
Powiadomiłam Mie, co się stało i szybko pobiegłyśmy do domu. Noah nie był jeszcze gotowy na śmierć. Doszedł do paczki wtedy, co ja, ale miał większe pohamowania od moich. Wbiegłyśmy do domu. W łazience na podłodze leżał Noah, był jeszcze przytomny. Mówił tylko, że kocha Angel. A ona trzymała go za rękę. Postanowiłam, że nie można ich rozdzielić, więc zadzwoniłam po pogotowie. Mia mnie poparła, bo wiedziała, że Noah nie był jeszcze gotowy na śmierć. Pogotowie szybko przyjechało i zabrało Noah’a do szpitala, a Angel pojechała z nimi. Wiedzieliśmy, że będą kłopoty przez to, co się stało.


No to mam pierwszych czytelników Łapcie drugi rozdział. Bardzo was proszę o komentowanie moich wpisów. Naprawdę mi na tym zależy. Obiecuje się odwdzięczyć
  • awatar Lost dream: mega <3 masz piękny dar- podoba mi się Tw styl pisania pozdrawiam Lost dream <Edzia> + dodaję do znajomych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

1.Zacznijmy od tego jak to wszystko się zaczęło. A zaczęło się tak…
Poszłam na imprezę do koleżanki. Było już późno, a ja trochę wypiłam. Zadzwoniłam po rodziców, żeby po mnie przyjechali. Miałam bardzo dobry kontakt z rodzicami, więc bez zastanowienia się zgodzili, zapytali się tylko o dokładny adres. Obiecali być do dwudziestu minut na miejscu. Zajęłam się, więc żegnaniem ze wszystkimi. Pożegnałam się z kilkoma dawnymi koleżanka i kolegami. Wtedy podszedł Louis i poprosił mnie na chwile, bo chciał jeszcze ze mną o czymś porozmawiać. Kiedy zaczął do mnie mówić, zadzwonił mi telefon i mu przerwał. Odebrałam i musiałam wyjść, bo to byli rodzice. Nie zdążyłam porozmawiać z Louis’em. Obiecałam mu, że porozmawiamy w szkole. Wyszłam z domu koleżanki i wsiadłam do samochodu. Przywitałam się z rodzicami, powiedziałam im tylko, że się świetnie bawiłam, a później zasnęłam, bo byłam bardzo zmęczona. Jechaliśmy spokojnie do domu. Nagle się obudziłam i poraziły mnie zbliżające się z duża prędkością światła ciężarówki. Co wtedy pomyślałam? Pragnęłam, aby to się nie działo naprawdę, albo żebyśmy zdążyli uciec. Do oczy napłynęły mi łzy. Zaczęłam krzyczeć do taty, który kierował samochodem. Tata spojrzał się na mnie smutnym wzrokiem, czułam jakby chciał mi powiedzieć „nie martw się córciu, ważne abyś ty przeżyła”. W tak krótkim czasie tyle myśli, a nie zdążyliśmy uciec. Ostatnie, co zapamiętałam to właśnie był wzrok taty. Później obudziłam się w szpitalu. Czułam ogromny ból. Miałam połamaną rękę i nogę, oraz wstrząs mózgu. Wszedł do mnie lekarz. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Chciałam, aby powiedział, żebym się nie martwiła. Że rodzice żyją. Ale nie powiedział tego. Miał poważny wyraz twarzy. Podszedł do mnie i powiedział „przykro mi, ale…”, nie dałam mu dokończyć. Zaczęłam krzyczeć, że to nie może być prawda, że kłamie. Złapał mnie za rękę. Miał w niej coś. Kiedy zabierał rękę, przedmiot znalazł się u mnie w ręku. Powiedział „na pewno chciałaby abyś to miała”. Spojrzałam, co miałam w ręku. Był to krzyżyk mamy. Zawsze go nosiła. Zacisnęłam go w pięści i przycisnęłam do siebie. Lekarz wstał, powiedział żebym się trzymała, i że brat niedługo powinien przyjechać. Trzymałam wisiorek przy sobie i znowu zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć w to, że rodzice odeszli. Miałam z nimi taki dobry kontakt. Tyle planów. A w jednej chwili wszystko odeszło. Brat wszedł do sali i mnie przytulił. Wtedy zaczęłam jeszcze bardziej szlochać. W szpitalu nie chciałam z nikim rozmawiać. Brat mi tylko powiedział, że cudem udało mi się przeżyć, i że przeszłam ciężką operacje. Jak tylko dowiedział się o wypadku, kupił pierwszy bilet lotniczy i przyleciał. Nic mu nie odpowiedziałam, zamknęłam się w sobie. Brat załatwił mi psychologa, ale z nim też nie chciałam rozmawiać. Było mi bardzo ciężko. Chciałam, aby rodzice byli przy mnie. W pewnej chwili zrozumiałam, że to przeze mnie wszystko się stało. Gdyby nie to, że kazałam im po siebie przyjechać, to by żyli i wszystko byłoby w porządku. Gdy brat naciskał abym zaczęła rozmawiać to nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam mu o tym. Powiedziałam, że rodzice zginęli przeze mnie. Opowiedziałam mu wszystko. On powiedział, aby że to nie moja wina. Nie wierzyłam mu. Wiedziałam, że to wszystko moja wina. Znowu zamilkłam. Po trzech tygodniach wyszłam ze szpitala. Brat pomieszkał ze mną jeszcze przez tydzień, ale musiał wracać do pracy. Powiedziałam mu, że sobie poradzę. Wyjechał.
Nie mogłam dojść do siebie. Zaczęłam mieć myśli samobójcze. Nie mogłam wytrzymać tego, że to była moja wina. Nie chciałam z nikim o tym rozmawiać. Nie chodziłam na zajęcia jeszcze przez tydzień. Miałam zamiar rzucić studia, ale nie mogłam tego zrobić, bo rodzice bardzo chcieli abym je ukończyła. Zrobiłam to dla nich i pozostałam na studiach.
Kiedy poszłam pierwszy raz na zajęcia od momentu wypadku czułam się bardzo dziwnie. Wszyscy się na mnie patrzyli i co chwile mówili jak to im przykro z mojego powodu. Przyjaciele próbowali ze mną porozmawiać, ale nic do nich nie mówiłam. Nie chciałam z nikim gadać. To nie było mi potrzebne. Całkiem zapomniałam o Louis’ie. On też do mnie nie przyszedł. Wiadomość się przedawniła.
Po kilku dniach chodzenia do szkoły moje myśli ciągle były takie same. Samobójstwo. Jednak nie byłam jeszcze na to gotowa. Postanowiłam zmienić swój wygląd. Poszłam do sklepu i kupiłam czerwoną farbę do włosów. Poszłam do fryzjera i zrobiłam robie mroczną czerwoną fryzurę. Później poszłam do sklepu kupić ciemne ubrania. Jak wróciłam do domu schowałam swoje wszystkie stare kolorowe ubrania, a powiesiłam nowe ciemne… Założyłam bloga, na którym pisałam swoje przeżycia i myśli. Tam poznałam moich nowych przyjaciół.


Widze, że nikt nie czytał prologu, bo brak komentarzy. Ale narazie się nie poddaje, macie pierwszy rozdział. Mam nadzieje, że teraz już będą komentarze xD
  • awatar Karaliene♥: Bardzo fajnie piszesz. Dobierasz słowa itp. Zdjęcie boskie i życzę powoadzenia w prowadzeniu bloga. Powodzeniu w prowadzeniu bloga i życzę dalszej weny :) Zapraszam do mnie :)
  • awatar arrosa ♥: Mi się strasznie podoba .I charakterystyka także :D .Ja również piszę opowiadanie .:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Charakterystyka:
Babi- tajemnicza czerwono włosa i blada dziewczyna. W szkole jest znana, ale nie, jako „gwiazdka”, tylko „ta dziwna”. Ma swoją paczkę znajomych. Jest w niej: Mia, Angel, Noah i Toby. Uczęszczają na studia z przymusu. Babi ma myśli samobójcze, tak jak wszyscy z jej paczki.
Mia, Angel, Noah i Toby- wszyscy mieszkają razem z Babi, są tacy sami jak ona. Wszystko, czego pragnął, to wziąć sile tabletki i zapić alkoholem…
Louis- przystojny, uroczy, odważny, romantyczny, po prostu cud, a nie chłopak. Jest niezwykły. Podoba mu się babi. Jest sportowcem i jest znany w szkole, jako „gwiazdka”. Nie przyznaje się do uczuć do Babi, bo twierdzi, że zostałby wyśmiany. Czy wyzna w końcu Babi prawdę?

Prolog:
Jestem dziewczyną, która przeżyła wypadek, w którym zginęli jej rodzice. Byłam uznana, jako cud tego, że przeżyłam. Czy się pozbierałam? Nie, nie potrafiłam. Nie rozmawiam już z rodziną. Wszystko, czego mi trzeba to moi przyjaciele. Ale tak naprawdę to dążę do… samobójstwa. Czy mi się uda? Czy ktoś popsuje moje plany?


Hej, zaczynam pisać nowego bloga Pisalam wcześniej, ale uznałam, że lepiej będzie jak zaczne pisać od nowa i oto jestem xD. Piszcie czy podoba wam się prolog i charakterystyka